„Tata wczoraj i dziś”

Za nami pierwsze sześć miesięcy w tym roku. Pomimo, że sporo się w nich wydarzyło, to na wstępie uspokajam, że nie jest to jeszcze czas na podsumowania. Wiem jedno, zakończył się mój zdecydowanie ulubiony miesiąc w roku – czerwiec – i to nie z powodu otwarcia sezonu na krótkie sukienki i opalone ramiona blondynek.

 

Czerwiec jest i był dla mnie nie tylko bardzo intensywny, ale też ważny szczególnie w zakresie celebracji istotnych dat. Miesiąc otwiera Dzień  Dziecka, po drodze Dzień Taty, a dwa, dni później wypadają moje urodziny. Żeby było jeszcze trudniej, dwa dni po moich, wykonuję telefon do swojego ojca, aby pogratulować cyfry. To jest o tyle ciekawy zbieg okoliczności, gdyż kiedyś czekałem głównie na swoje urodziny: babcie i ciocie, które wyskakiwały ze „stówek” wspominam dobrze. Od kilku lat, to jednak Dzień Taty jest dla mnie ważniejszy, tym bardziej, że świętuję go podwójnie.

Pomimo, że te kilka dni w czerwcu są dla mnie szczególnie ważne, nie czułem potrzeby pisania o tych dniach z osobna, bo jakby nie patrzeć mam je prawie codziennie. Nie mniej jednak naszła mnie inna refleksja. Przypomniałem sobie rodziców na przestrzeni ostatnich miesięcy, którzy rzucają wszystko i pędzą do przedszkoli, aby oglądać występy swoich dzieci, przedstawienia z okazji Dnia Mamy, Taty, Wiosny i Pierwszego Mleczyka na Polu Mokotowskim. Moja pierwsza myśl była taka: „Gdzie kurwa był mój tatuś 27 lat temu, z kciukiem nad głowami zamiast iPhona, na znak, że synek bez zająknięcia walnął wierszyk?”

Nie chcę odkrywać Ameryki, pisząc o różnicach w kontekście czasów i  podejścia do dzieci. Muszę jednak przyznać, że kolejnym argumentem, który mi totalnie uświadomił przepaść pomiędzy tym, co było kiedyś, a tym co jest dzisiaj, były klasówki dzieci z lat 60 tych, które przeczytałem w jednej z gazet. W tychże klasówkach dzieci odpowiadały na pytania: „Jaki jest ich ojciec?” Poniżej przytoczę Wam kilka odpowiedzi spośród kilkunastu.

„Wczoraj”: Lata 60-te, dzieci w wieku 11-13 lat:

„Tata ma dobry charakter, w życiu nie wypalił żadnego papierosa i nie pije wódki. Z innych dodatkowych cech lubi oglądać telewizję oraz słuchać radia”.

„Mój ojciec jest bardzo dobry i ma mocny charakter. Nie bije mnie, tylko wytłumaczy. Nigdy nie gra w karty za pieniądze i kładzie się wcześnie spać”.

„Mój tata jest dla mnie dobry, ale czasem zapomina o mnie kiedy pije wódkę. Gdy jedzie tramwajem rozmawia głośno ze wszystkimi i wtedy wstydzę się za niego. Ojciec jest dobry, ale nie powinien pić wódki, bo ma chorą wątrobę i zawraca mu zawsze w głowie”.

„Czasem uderzy mnie paskiem, ale tylko wtedy kiedy zawiniłem. Ojciec nie pije i nie wdaje się w koleżeństwa tylko pracuje na utrzymanie rodziny”.

„Nie kochałem nigdy ojca, był dla mnie jak obcy człowiek”. 

„Raz w miesiącu idzie z mamą do teatru, oddaje jej zawsze wszystkie pieniądze i za to wszystko go bardzo kocham i chce aby żył, jak najdłużej”.

Dzisiaj”

„Mój tata jest miły i silny. Dużo ze mną spędza czasu i lubi kiedy wychodzę na dwór. Gdy coś przeskrobię bywa złośliwy. Mój tata jest po prostu sobą”.

„Mój tata jest najlepszy na świecie, bawi, śmieje się i rozmawia ze mną codziennie. Czasami wypije kieliszek, ale to cały tata gdy impreza trwa. Mój tata świetnie gotuje i pływa też super”.

„Mój tata jest super, jest śmieszny, lubi się bawić, lubi mi czytać bajki na dobranoc i kocha mnie z całego serca. Wyjaśnia mi zjawiska w Centrum Nauki i Kopernik i robi ze mną doświadczenia na konkursy”.

Mój tata jest wysoki i silny. Wszędzie dosięgnie i podnosi ciężkie rzeczy. Pomaga mi m.in w lekcjach. Tata dużo sprząta oraz gotuje, mówi, że go to odpręża, po ciężkim dniu”. 

„Dzisiaj byłam z tatą na zakupach, kupił mi przepiękną sukienkę w kwiatki. Potem bawiliśmy się w domy z kotem i oglądaliśmy film Miss Agent. Bardzo się z niego uśmiałam. Po zakończeniu dnia mama mie odebrała. To był wspaniały dzień z tatą”.

„Mój tata jest bardzo wysoki, przystojny, opalony i masywny, ale zarazem delikatny. Ma ogromne serce i bardzo mnie kocha”.

„Mój tata jest strażakiem i jest bohaterem. Jest kochany i mądry i robi najpyszniejszą pizzę na świecie. Lubimy oglądać mecze i seriale”.

Można by jeszcze tak długo, ale czytając i porównując wypowiedzi, zadawałem sobie pytanie, Co takiego zmieniło się na przestrzeni lat? Co spowodowało, że ojcowie, którzy niegdyś stanowili bardziej mebel w domu wypuszczający dym z płuc, dziś są w większości bohaterami?

Mam poczucie, że relacje większości ojców z ich dziećmi wyglądają dziś zupełnie inaczej, niż kiedy ja dorastałem. Nie mam tu na myśli braku miłości czy troski, ale bardziej otwartości w zakresie emocji i dialogu, który przekłada się później na całość. Przecież miłość do dziecka jest bezwarunkowa i mam wrażenie, że była taka zawsze. Jednak dzisiaj ta miłość jest zupełnie inna, niż kiedyś. Zastanawia mnie z czego to wynika? Pochodzenie, status, wykształcenie? Dlaczego dzisiaj jesteśmy bardziej skłonni wyrażać swoje emocje w stosunku do swoich dzieci, a słowo „Kocham Cię” jest czymś, co moja córka słyszy ode mnie nie mniej często, jak ja od niej.

Jak tak sięgnę pamięcią to, ojcowie moich kolegów, byli do siebie bardzo podobni: gdzieś z boku dbający o finansowe zaplecze, zawsze, dumnie milczący znoszący trudne czasy i od czasu do czasu rzucający jakiś żart do mnie i do moich kumpli. Byli dobrymi skrzydłowymi, ale rozgrywającym i kapitanem była jednak mama, z którą to kontakt zawsze miałem bardzo dobry. Nie chcę przez to powiedzieć, że z ojcem kontakt był słaby. Musiało jednak upłynąć sporo czasu, zanim relacje z moim ojcem dojrzały na tyle, aby śmiało powiedzieć, że chce nam się teraz spędzać razem czas, rozmawiając, wspólnie gotować i być w tej relacji bardziej otwartymi dla siebie niż kiedyś.

Jedno jest pewne, to po stronie ojca leży budowanie relacji ze swoim dzieckiem i często efekty tej pracy nad wspólnymi relacjami możemy zaobserwować na ulicach, placach zabawach i w przedszkolach. Faceci, na spacerach, na urodzinkach ect… Czy jest to postępująca feminizacja? Zdecydowanie nie, gdyż my nadal mamy swój męski świat, więc nikt i nic nam go nie odbierze. Dzięki temu, że go mamy, czujemy się dobrze sami ze sobą. Jesteśmy i możemy przez to być jeszcze lepszymi ojcami.

Wiadomo, że nam się czasami nie chce, jesteśmy zmęczeni dniem codziennym, ale nie traktujemy tego, jak pracę przymusową tylko prawdziwe powołanie i chęć uczestniczenia w życiu naszego dziecka. Piszę to, z własnego doświadczenia i jako ojciec 6-letniej za 13 dni córki. Warto się starać, gdyż w przyszłości zaprocentuje to tym, że będziemy dla naszych dzieci fajnymi ludźmi.

Kiedy wróciłem z Tel Awiwu, moja córka czekała na mnie z tuzinem laurek i nie odrywała się ode mnie na sekundę. Co więcej, tak skutecznie zablokowała moje urodziny, że później odbywały się na mieście beze mnie…

Można? Można 🙂 Kiedyś pewnie o tym napiszę…

 

Podziel się ze znajomymi:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here