Co Ty na to, aby zjeść obiad na polu u Majlertów? – pyta mnie Przyjaciel na Facebooku. Dobry pomysł  – odpowiedziałem i po chwili zadałem sobie pytanie: Co ja tam będę jadł? Słyszałem już o tym miejscu i wiedziałem, że jedyną rzeczą, którą tam sezonują nie są steki, tylko historie na temat upraw warzyw, do których wiecie, jaki mam stosunek… Jak się póżniej okazało mylny – wizyta na polu poza pysznym obiadem, dostarczyła nam przezabawnych anegdot rodzinnych, przepisów babci Halinki, ale przede wszystkim wspaniałej atmosfery.

 

Od momentu, kiedy opuściłem swoje rodzinne strony, opróżniłem sporo butelek wina. Zanim jednak to nastąpiło, moi rodzice kupili dom i postanowili przeprowadzić się na wieś. Jako czternastolatek uznałem, że to pomylony pomysł i  zastanawiałem się, co jeszcze gorszego w moim życiu może się wydarzyć. Boiska betonowe zamieniłem na trawę, kamienice na dom  – ogólnie masakra. Z czasem dotarło jednak do mnie, że to najlepsza rzecz, jaka mogła mi się przytrafić…

Ostatnia wizyta u Majlertów uświadomiła mi, jak fajnie wrócić do czasów, kiedy takie spotkania z przyjaciółmi były normą. Nie było Wi Fi w smartfonach. Jedyną prędkością, która dorównywała internetowi były wtedy przeciągi na polach. W parku jedliśmy ziemniaki z ogniska, domowe kaszanki i warzywa prosto z pola od lokalnych gospodarzy. Popijaliśmy domowe wino Wojtka  z czarnych porzeczek, z którym znamy się od pierwszego upadku na rowerze. Z Hubertem, skręcającym lolki niczym Sushi Master i Markiem, machającym na powitanie, zgranym na płycie albumem Radiohead, która to drżała już na wieść o nadejściu iPodów…

Tak było kiedyś i prawdę powiedziawszy niespecjalnie doceniałem wtedy takie rzeczy poza tymi oczywistymi:)  Dlatego bardzo spodobał mi się pomysł z obiadem na polu.

Kiedy przyjechaliśmy na miejsce przywitał nas młody chłopak i zaprowadził od razu do stodoły, w której wisiał portret ojca założyciela – Ludwika Majlerta. Jak się okazało, początki gospodarstwa sięgają końcówki XIX wieku z małymi przerwami i transformacjami,  ale ciekawostką jest to, że prawie od samego początku były tam uprawiane szparagi. Ręka w górę, kto w swoim dzieciństwie zajadał szparagi? Jakoś nie widzę tłumów…:)

Przyznam szczerze, byłem totalnie zaskoczony, gdyż mam wrażenie, że szparagi w Polsce może od 10 sezonów pojawiają się regularnie w kartach restauracyjnych? Nie były zbyt popularne w naszej kuchni.

Poza szparagami lista warzyw, które uprawiają Majlertowie jest bardzo długa: Od szpinaku sałatkowego po sałatę rzymską i radicchio. Jarmuż  w odsłonie zielonej oraz fioletowej. Pyszne kwiaty cukinii, rukola, buraki ćwikłowe, bazylia, a także amarantus, który poza tym, że jest pyszny jest jednym z najstarszych zbóż obok pszenicy uprawiany już przez Majów i Azteków. Posiada sporo walorów zdrowotnych i odżywczych, ale szczegóły to już na stronach z cyklu „Jak oszukać czas.”

Jak już zapoznacie się z listą produktów, poznacie historię rodu i przejdziecie przez pole z uprawami, Gospodarz ugości Was przy stole na wygodnych skrzynkach. Następnie wspólnie ze swoją małżonką, będą starali się  przekonać Was, że nie samym mięsem człowiek żyje, serwując pyszny obiad z tego co znaleźli na polu…

Poniżej dania, którymi nas uraczyli:

  • Pesto z rukoli, pietruszki oraz bazylii  z serkiem kremowym i foccacią
  • Mix sałat: rzymska, radicchio, liście amarantusa, jarmuż w dressingu z czarnych porzeczek – pycha
  • Szparagi pieczone w sosie holenderskim z carppacio z kalarepy
  • Kwiaty cukinii nadziewane ricottą oraz bazylią (ricotta robiona rano przed obiadem)
  • Kasza pęczak alla risotto z białych szparagów według  przepisu babci Halinki
  • Babeczki w oryginalnych zabytkowych foremkach z kremem śmietanowym i truskawkami

Dania są raczej przystawkowe – tak twierdził nasz Gospodarz, ale powiem Wam, że nie odczułem tego i po takiej wizycie na kilka godzin Wasze żołądki będą zachwycone. Potrawy podawane są na miejscu, są przepyszne, świeże i to wszystko w cenie 75 zł od osoby.

W drodze na gospodarstwo warto odwiedzić sklepik i zaopatrzyć się w prosecco z kija, którego spożycie w pełnym słońcu absolutnie w niczym nie przeszkadza:)

Gorąco Wam polecam odwiedzić to miejsce, aby zakurzyć trochę buty podczas spaceru na polu, pokazać swoim dzieciakom, że szparagi nie rosną w warzywniakach, a kwiaty można nie tylko wręczać, ale także jeść. Warto też posadzić tyłek na skrzynce, tak jak ja swój, aby spróbować pysznych dań, zakupić warzywa prosto z pola i przede wszystkim poznać serdecznych ludzi, których inicjatywa i pomysł oddaje w jedzeniu to co kocham najbardziej: Prostotę, Smak i Wspaniałe towarzystwo.

Dzięki!

Adres:ul. Wyspiarska 45 03-031 Warszawa

 

Podziel się ze znajomymi:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here