Miejsce spotkań hipsterów w Charlotte? Przystanek dla zmęczonego i zapatrzonego w kufel Huberta w Planie B? Baza dla ludzi wierzących w kolejce do kościoła? Czy może punkt zapal(a)ny (dosłownie i w przenośni) z powodu zbyt dużej ilości uśmiechniętych ludzi? Jaki dziś jest Plac Zbawiciela i czy faktycznie jest to miejsce modne, ciekawe? Nie wiem, ale z pewnością mogę odpowiedzieć, dlaczego jest smacznie i przyjemnie zamówić tam kolejny kieliszek wina. Jest to jedno z tych miejsc w Warszawie, na które składają się totalnie różne knajpki, ale mają jedną cechę wspólną – jest po prostu przyjemnie.

 

Pierwsza słoneczna sobota w tym roku. Na zegarku godzina 10 -ta i wiem, że nie mam już szans na stolik w Charlotte. W kolejce po pyszne, świeże croissanty ustawiają się przyjezdni, co w moim słowniku oznacza wszystkich, którzy wstają wcześniej niż ja i nie mieszkają w promieniu 200 m od „placyku”. Na szczęście po drugiej stronie placu o tej porze świeci słońce i nierzadko można posłuchać włoskiego akcentu. Heritage usytuowany na rogu Nowowiejskiej jest idealnym miejscem na poranne włoskie śniadanie. Nie jest tak licznie obstawiony i zdecydowanie preferuje to miejsce latem.

Zjecie tutaj pyszne cornetti maślane i migdałowe, ale również  alternatywą będzie kanapka na ciepło z mozzarellą i szynką parmeńską. Spróbujcie koniecznie przekąsić kilka plasterków porchetty, którą w Toskanii pochłaniałem w ilościach hurtowych. Pieczony w ogniu kawałek wieprzowiny z dodatkiem czosnku oraz kopru włoskiego przeniesie Was na włoskie uliczki. Jednym słowem: MANGIARE!

Po lekkim śniadaniu, można umilić sobie czas Apperolem i następnie po godzinie spróbować gnocchi z kozim serem i truflami – smakuje obłędnie, tak jak zresztą retangolloni z nadzieniem ze skorupiaków, bolognese oraz sporo innych past robionych z włoskich produktów. Jest to miejsce niepretensjonalne, w którym macie sporo dobrego wina, pysznego jedzenia oraz idealny widok na wypełniające się stoliki po drugiej stronie placu.

I tym sposobem wracamy do Charlotte. Poza Warszawą Charlotte posiada swoje punkty również we Wrocławiu i Krakowie. Niegdyś sklep rybny, dziś francuskie bistro z piekarnią, której wspaniały aromat wita nas na dzień dobry.

Ilu ludzi, tyle opinii i jeszcze więcej recenzji, ale czy to miejsce poza statusem kultowego, może nas zaskoczyć również kulinarnie? Z pewnością śniadanie na słodko będzie wyborem, który na długo zapadnie Wam w pamięci: domowe konfitury, czekolady mleczne ze świeżą bagietką uczyniło mi nie raz wiosnę zimą. A tarty, magdalenki, macaronsy i świeże croissanty zmiękczą najtwardszego ortodoksa.

Jeśli jednak europejskie śniadanie Was nie zadowoli to z pewnością Croque Monsieur będzie doskonałym wyborem. „Chrupiący Pan” dla wielu jest najlepszą kanapką świata i koniecznie warto jej spróbować, nie tylko na kaca. Wersja „Madame” zawiera dodatkowo jajko sadzone na zapiekanym toście z serem i szynką.

A skoro mowa o kacu, to nie ma lepszego miejsca, aby ten ciężki poranek rozpocząć śniadaniem Charles, do którego podają kieliszek wina musującego. Z pewnością nie postawi to na nogi, ale może utrzymać tętno na właściwym poziomie.

Charlotte kocham najbardziej za zimne tartines: łosoś ze śmietaną i koperkiem (Saumon Fume), czy tez pieczony rostbef na majonezie są po prostu genialne. Do tej listy dołączają również te na ciepło: zapiekany chleb, kozi ser z miodem i tymiankiem (Chèvre chaud) oraz szynką z serem Gruyère z pesto z rukoli – bajka. Sałatki pominę, bo wiecie jaki mam stosunek do takiego jedzenia. Z rzeczy fit zdecydowanie karafka czerwonego wina, podczas pisania kolejnego postu (stąd czasami te literówki).

Jeśli nie macie jednak czasu, aby zjeść na spokojnie śniadanie, to zawsze jest opcja aby wpaść tam na 5 minut. Wypić szybkie espresso, przegryźć przy ladzie ciepłe Pain au chocolate i w podziękowaniu odpowiedzieć uśmiechem uroczej Pani…

Proste, ale smaczne bistro francuskie bazuje przede wszystkim na tym, co ich wyróżnia i jest to świeże pieczywo. Po raz kolejny wraca teoria –  jak jest dobry produkt, to za wiele nie trzeba.

Do planu B nie będziemy wybierać się, gdyż jest za wcześnie i nie ma tam co jeść.

Idąc dalej w kierunku kuchni francuskiej, tuż na rogu, przy ulicy Mokotowskiej, znajduje się wspaniała knajpka francuska Bistro la Cocotte. Schowana w podwórku zachęca do odwiedzin, przytulnym położeniem i przepyszną domową francuską kuchnią.

Klasyk to oczywiście słynna zupa cebulowa, ale na początek warto zamówić sobie również pyszne ślimaki po burgundzku. Warto postawić też na sardynki albo smażone na oliwie foie gras. W menu nie brakuje również takich egzotyków jak płaszczki. Byłem tak samo zdziwiony jak Wy, ale w myśl zasady, jedz wszystko czego w domu nie zrobisz sam, postanowiłem spróbować i byłem totalnie zachwycony. Swoim delikatnym mięsem, przypomina w smaku halibuta. Karta nie za długa, co mnie osobiście przekonuje i daje poczucie, że składniki z których korzystają są zawsze świeże.

Bistro la Cocotte to spokojna i przytulna restauracja na lunch oraz kolacje przy kieliszku wina. Do tego miejsca mój przyjaciel zabrał swoją dziewczynę na pierwszą  randkę. Są razem do dzisiaj więc, zakładam że kuchnia francuska im służy.

Karma, podobnie jak Charlotte, to miejsce już kultowe. Zdecydowanie pod kątem picia kawy, gdyż w mojej opinii mają najlepszą na Placu. Przede wszystkim z jednego prostego powodu – wypalają ziarna na miejscu, dzięki czemu przyrządzone espresso smakuje obłędnie. Poza słodkimi dodatkami do kawy, smaczne śniadania, przekąski do wina i wygodne leżaki do zażywania witaminy D.

Pomiędzy Karmą a Heritage nie mogło zabraknąć azjatyckich smaków. Od kilku sezonów kuchnia tajska jest obowiązkowym punktem na wszystkich zlotach kulinarnych. TukTuk, to smaczny przecinek pomiędzy kuchnią włoską i kawiarnią, tylko jedyne co rekomenduje, to jeść latem  na zewnątrz. Oczywiście Phad Thai zawsze i w każdych ilościach. Często eksperymentują z sezonowymi warzywami. Wersja ze szparagami była pozytywnym zaskoczeniem smakowym. Pyszne, nocne, uliczne jedzenie, pokazuje, że można przeżyć bez kebaba. Po sporej ilości wina i drinków jest bardzo duża szansa, że zjecie coś pysznego bez wychodzenia poza plac.

To oczywiście mój subiektywny przegląd miejsc, do których uczęszczam i cenię sobie ze względu na smak, atmosferę i ludzi. Warto sprawdzić jeszcze The Blueberry’s oraz, nowy punkt z „polskim street foodem” – Pałaszowanie,  choć od tego drugiego oczekiwałem zdecydowanie więcej niż zapiekanek.

Odgłos przejeżdżających tramwajów i bijące dzwony uzupełniają niedzielny ból głowy. Sporo uśmiechniętych ludzi tworzących muzykę z kieliszków i zachwyconych turystów powoduje, że Plac Zbawiciela jeszcze długo nie będzie zagrożony przez kolejne nocne markety i plaże nad Wisłą.

A teraz kończę wpis i idę z córką na lody do Sucré, zanim pojawi się tam kolejka. Tak, to też na placyku:)

 

Podziel się ze znajomymi:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here