Jak wyobrażam sobie weekend świąteczny? Na zmianę – w kuchni oraz w ogrodzie, wspólnie z moim ojcem. Mam to szczęście, że mogę mieszkać w Warszawie, którą uwielbiam, ale doceniam urok wiejskiego ogrodu. Jak wracam do rodzinnego domu, praktycznie każdą chwilę wykorzystuje na pichcenie z moim ojcem, który nauczył mnie sporo na temat dobrego jedzenia i był sprawcą  niesamowitych, niedzielnych zapachów. Kiedy wsiadłem do auta z moją córką i wykonałem telefon, usłyszałem pytanie: Co tym razem ? Jagnięcina!

 

Wiem, wiem, pewnie wielu zastanawia się, co tak „niepolski” kawałek mięsa robi w te polskie święta. Błąd, ponieważ jagnięcina jest jak najbardziej polska. Hodowle na Podhalu, Mazowszu, czy też w Górach Świętokrzyskich są tego dowodem. Dzisiaj mało spożywamy mięsa owczego, a było ono na polskich stołach od zawsze. Nie jest to fanaberia pana z „warszafki”, tylko naszej polskiej kuchni, która została zapomniana, a kolejny wegański sklepik nam o tym nie przypomni.

Mam świadomość, że nie wszędzie jagnięcina jest dostępna. Pamiętajmy jednak, że jeszcze kilka lat temu poza wieprzowiną i kurczakiem, który swoją sylwetką dorównywał indykowi, nie było za wielkiego wyboru. Na szczęście sporo sieci handlowych i lokalnych dostawców mocno wspiera nasze lokalne produkty: kaczki, gęsi, króliki, czy też szeroki wybór polskiej wołowiny, daje nadzieję, że będzie tylko lepiej. Jagnięcinę można również zamówić on-line w wybranych sklepach.

Wracając na ogródek, są święta, więc nie może nic odbyć się bez dymu z olchy gruszy i dębiny. Na pierwszy ogień poszła kiełbasa z Mangalicy naszego wyrobu, której smak powoduje, że chce się wysłać do wszystkich wegetarian list w butelce o treści — WRACAJCIE DO NAS, TU JEST SMACZNIEJ.

Wiem drogie Panie, że to mało sexy. Facet  wyrabiający kiełbasę, no ale zakupy w Piotrze i Pawle i Hali koszyki potrafi zrobić każdy. Ja sobie cenię sobie starą szkołę mojego ojca i to milczące porozumienie nad grillem, który czekał już na naszą jagnięcinę.

Kiedy wyłożyłem na stół piękny 3-kilogramowy udziec jagnięcy moja babcia (twarda 84-letnia sztuka,) zapytała się, czy gromadzimy zapasy na wypadek konfliktu… Fakt może robić wrażenie. Jeszcze większe zrobi, jak ją przygotujecie na niedzielny obiad i zaskoczycie swoich bliskich genialnym, delikatnym i kruchym mięsem. Przeprowadzę Was przez ten proces, który jest powrotem do korzeni i stanowi o sile kuchni męskiej. Spowoduje również, że ta niedziela należeć będzie do Was i gwarantuje, nie będzie ostatnia…:)

Zaczynamy od marynaty:

  • Rozmaryn – sporo gałązek
  • Sól – dwie lub trzy łyżki
  • Pieprz – świeżo mielony
  • Czosnek – 4 ząbki
  • Cebula – dwie szalotki
  • Musztarda Dijon- dwie łyżki
  • Oliwa

Czosnek rozgniatacie, mieszacie z wszystkie składniki i mocno wcieracie. Jagnięcinę zawijacie w folie i zostawiacie na 24 h idealne.

Obróbka:

Grill: (jeśli macie, jeśli nie ,od razu do piekarnika)
Zanim przystąpicie do grillowania lub pieczenia, mięso należy wyciągnąć na godzinę wcześniej.

Wrzucacie na rozgrzany grilli i przypiekacie, aby mięśnie pozamykały się z zewnątrz. Jak zasypiecie rozgrzany ogień wiórem z dębiny albo innego drzewa liściastego otrzymacie sporo smacznego dymu, który wzbogaci smak naszej jagnięciny.

Piekarnik: Wrzucacie na 4 godziny do piekarnika-temp 150 C. Mięso ma być szczelnie zawinięte w foli. Po 4 h wyciągacie z foli i wykładacie jagnięcinę na blachę do pieczenia lub do brytfanny.

Dorzucacie na blachę pokrojone warzywa:

  • Marchew (dwie sztuki)
  • Pietruszkę (dwie sztuki
  • Cebule czerwone (dwie sztuk)
  • Główkę czosnku
  • Por-odrobinę

oraz…

  • Szklankę czerwonego wina i soki, które wydobyły się podczas pieczenia.

Następnie udziec piec w temp. 150 C przez kolejne 2-3 h, podlewacie co 10 minut sosem, który wytwarza się podczas pieczenia, a jagnięcina nabierze pięknego koloru.

UWAGA. Ja swój kawałek przypiekłem wcześniej na grillu, jeśli Wasz nie będzie odpowiednio zrumieniony, podkręcacie temp na sam koniec na 240 C i przypalcie swoja pieczeń.

Mięso jagnięce musi odchodzić od kości. Mój kawałek ważył 3 kg i na każdy 1kg  przeznaczyłem ok. 2-2, 5 h. Wiem jedno, na szybko to można się tylko sparzyć, wiec cierpliwość w przypadku tego kawałka jagnięciny będzie konieczna.

Są dwie metody pieczenia: Wysoka temperatura, a potem bardzo niska. Albo długo, w bardzo niskiej temperaturze i na koniec na zwiększacie, aby zrumienić mięso. Ja wolę tę drugą i pamiętajcie, aby cały czas podlewać mięso.

Sos, który zostaje na blasze, mieszacie z kawałkiem zimnego masła. Można również zmiksować cześć warzyw. Wyjdzie pyszny.

Chciałbym, aby na Waszych stołach był taki widok, jak na naszym. Jeśli pójdzie Wam coś nie tak (nie zakładam) zapraszam do mnie na warsztaty przy butelce wina:)

ps. Nie pozbywajcie się kości. Pomimo miłości do swoich czworonogów, to tym razem skończy się tylko na cierpiącym spojrzeniu. Wykorzystamy ją niebawem do zupy pomidorowo-jagnięcej w stylu marokańskim. Szczegóły w najbliższym czasie. Kość zamrozić, a psa wziąć na spacer.

Smacznego!

 

Podziel się ze znajomymi:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here