Córka gotować nie musi, chciałbym tylko, aby moja kuchnia była dla niej kanałem Mini Mini wspomnień i niezapomnianych smaków. Smaków, które przywołają wspólnie spędzony czas, uśmiech w kolorze ketchupu na ustach, czy też pizze w wariancie salami emoji 🙂 A skoro już wspomniałem o pizzy, to dziś kierunek południe (zdecydowanie mój ulubiony) i pasta fresca w roli głównej.

Gdy byłem chłopcem babcia nalewała mi rosół przez sitko, aby żaden „glon” nie wpadł do środka. Szpinak był wrogiem numer jeden, a rozgotowana marchewka z groszkiem doprowadzała mnie do łez podczas przedszkolnych obiadów. Za to rydze mojego dziadka, kotlety schabowe babci, smażone ryby mojego taty (te chrupiące ogonki płotki, karasi złocistych) odcisnęły niezatarte wspomnienia smaków. Moja córka na szczęście tak problematyczna nie jest, ale zależy mi, aby wspólne gotowanie i jedzenie stanowiło dla niej fajną historię smaków.

W kuchni liczy się dyscyplina (wiem, brzmi to jak żart w moich ustach), ale również   dobra zabawa, dlatego nie ma nic lepszego, niż wspólne wyrabianie makaronów z naszymi pociechami. Niech dzisiejszym polem bitwy będzie stolnica. Wspólnie z Hanką zrobimy tagliatelle i zabierzemy się za przygotowanie pysznego sosu, który chyba w swojej historii miał najwięcej coverów w kuchni, głownie nieudanych. Mowa oczywiście o Bolognese, ale dziś w wersji dziecięcej, lekko zmodyfikowanej, bardziej w kierunku Polpette al sugo per bambini, niż ciężkiego mięsnego sosu z Bolonii. Oryginalna wersja jest zdecydowanie mniej pomidorowa niż ta, którą przygotujemy – w zasadzie nie ma pomidorów tylko koncentrat, ale my dziś skorzystamy z dobrodziejstw słonecznych zbiorów i wyczarujemy sporo dobrego smaku.

Nasza wersja to baza w postaci  włoskiego sofrito z pulpetami wołowymi, bez czerwonego wina, ale za to z dużą dawką serca 😉

Czego potrzebujemy:

  • 1 duża marchew
  • 1 łodyga selera naciowego
  • cebula mała
  • czosnek – możecie dodać, nie jest konieczny
  • 800 g mięsa wołowego dobrej jakości ( nie może być za chude)
  • 1 l Passata dobrej jakości
  • oliwa – 5 łyżek

Zacznijmy od zrobienia sosu.

Marchew, seler, cebula ( sofrito) kroimy w kostkę wedle własnego uznania, jeśli chcecie możecie delikatnie zblendować. Wlewamy oliwę do garnka, dodajemy  warzywa i dopiero wtedy zaczynamy podgrzewać. Jak warzywa zaczną się smażyć, po dwóch minutach dokładamy  wcześniej uformowane  klopsiki, które mają uzyskać lekko brązowy kolor, następnie wlewamy passatę i pozostawiamy na lekkim ogniu przez 2, 5 godziny lub do momentu kiedy uznacie, że sos już wystarczająco się zredukował. Przyprawiamy tylko solą,  tutaj  główną rolę odgrywają czas oraz składniki, których użyjecie, dlatego  jakościowy produkt to podstawa, a w przypadku kuchni włoskiej, to absolutna konieczność. Bardzo często wydaje nam się, że przygotowanie pasty to ugotowanie makaronu i zalanie go sosem, to bardzo duży błąd.

Ciasto:

  • 100  g mąki 00 – dostaniecie ją w lepszych sklepach, mnie jeszcze zostało sporo po toskańskich zakupach:)
  • 1 jajko
  • Sól

Jeśli chcemy przygotować większą ilość makaronu składniki zwiększamy proporcjonalnie.

Wysypujemy mąkę na stolnicy, na środku robimy wgłębienia, do którego wbijamy jajko i dodajemy sól. Widelcem powoli mieszamy wszystkie składniki. Jeśli ciasto jest za suche dodajemy oliwy, jeśli za mokre odrobinę mąki i zagniatamy tak długo, aż będzie gładkie i elastyczne. Ciasto dobrze jest odstawić na 30 minut i zawinąć w folię spożywczą.

W zależności od tego, jakiej wielkości mamy ciasto odrywamy kawałek rozmiaru pączka, rozgniatamy w dłoniach, a następnie przepuszczamy przez maszynkę ustawioną na największą grubość. Kiedy ciasto przechodzi gładko przez maszynkę   ( jeśli się klei odrobina mąki będzie konieczna, ale nie używajmy jej za wiele) zmniejszamy stopniowo ustawienia i przeciągamy ciasto do momentu uzyskania grubości, która nas zadowoli. Pamiętajmy, że to makaron, na którym sos ma się trzymać, a nie spływać jak po spaghetti. Potem już tylko dzielicie długi płat na 2-3 części i przepuszczacie przez końcówkę, aby uzyskać makaron tagliatelle, taki jak na poniższym zdjęciu.

Jeżeli  nie macie maszynki, to rozwałkujcie ciasto ( powinno być w miarę cienkie), a następnie złóżcie płat na 3-4 części i potnijcie w  paski o szerokości 1 cm.

Przygotowanie:

Na rozgrzaną patelnie wlewacie porcje sosu z pulpetami, dodajcie 100 g ugotowanego tagliatelle (czas gotowania świeżego jest zdecydowanie krótszy niż kupnego) i pozwalacie aby przez 1 -2 min nasza pasta fresca napiła się sosu, zdecydowanie nie ma w nim pływać.

Świeży makaron dobrej jakości mięso, passata z włoskich pomidorów,  to wszystko co potrzebujcie aby przygotować smaczną pastę.

W kolejnych wpisach podzielę się z Wami przepisami na kolorowe makarony, przygotujcie się w kuchni na małą masakrę, której nie powstydziłby się Pollock, ale satysfakcja bezcenna:)

Smacznego:)

 

Podziel się ze znajomymi:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here